Chleb powszedni

13 czerwca, 2014

Witajcie,

dziś chciałabym poruszyć temat chleba. Jemy go zazwyczaj codziennie, a mało kto z nas zadaje sobie trud przeczytania etykietki. Bo tak naprawdę, co mogłoby być w chlebie? Przecież to nasz powszedni pokarm. Otóż po ostatniej wizycie w piekarni, dość sławnej swoją drogą, postanowiłam zapoznać się bliżej z tematem „dorzucania” do chleba tego i owego. Oto, czego się dowiedziałam!

Przede wszystkim należy zdać sobie sprawę z tego, że w większości piekarni chleb nie jest wytwarzany na miejscu. Tak naprawdę, są to tylko sklepy piekarniczo-cukiernicze, a prawdziwa piekarnia, w której zazwyczaj nocami wytwarzany i wypiekany jest chleb, znajduje się w zupełnie innymi miejscu. Zazwyczaj nie prowadzi ona na miejscu sprzedaży własnych wypieków, a jeśli już, to na bardzo niewielką skalę. Większość produktów jest zabierana o świcie przez samochody dostawcze i rozwożona do kilku lokalnych „sklepów piekarniczych”. Wiem, bo jeden z takich zakładów wypiekających pieczywo mieści się obok mojego domu. Dlatego też, oraz żeby sprostać naszym (konsumenckim), wyimaginowanym, czy też realnym (może niektórzy takie posiadają, ja na pewno nie) wymaganiom, czyli:

  • żeby chleb był lekki, puszysty, z mnóstwem bąbelków powietrza w środku
  • bardzo,bardzo miękki
  • długotrwały (w tym miejscu przypomnę, że chleb pieczony na naturalnym zakwasie w warunkach domowych, przechowywany przez tydzień w lnianej/bawełnianej ściereczce nie spleśnieje, jest nadal świeży i smaczny, poza tym, że wysycha lekko z wierzchu)
  • o ultrabiałym miąższu i równomiernie brązowej, błyszczącej skórce…

Aby sprostać w.w. potrzebom, producenci chleba (tak, tak się ich teraz określa – nie starzy dobrzy piekarze, producenci) dodają do niego mnóstwo substancji, głównie są to enzymy. Enzymy zasadniczo są substancjami wystepującymi tak, czy inaczej w ziarnie zbóż, ale te dodawane są syntetycznie wytwarzane, nie są więc do końca naturalne. Dodatkowo, ilość w jakiej są dodawane do chleba nigdy nie wystąpiłaby w naturze. Nie są one wymieniane na etykiecie, jako składnik chleba, ponieważ – jak twierdzą producenci – całkowicie redukuje się ich działanie już w pierwszej fazie wypiekania pieczywa. Choć, wedle obecnych reklam, enzymy są termicznie stabilne, czyli działają niezależnie od obróbki termalnej – innymi słowy, są obecne i aktywne w chlebie, który kupujemy i spożywamy. Dlatego niewymienianie ich jako składnika na etykiecie uważam za oszustwo. Poza tym, są enzymy, jak np. kwas askorbinowy (E300, inaczej wit. C), które rzeczywiście nie tylko nie szkodzą zdrowiu, ale mogą je wręcz wspomagać, ale istnieją też takie, które mogą wykazywać działanie toksyczne, jak transglutaminaza, która dodawana jest do niektórych rogalików i innych produktów, by ciasto było bardziej rozciągliwe. Stwierdzono niedawno, że powoduje ona utoksycznienie części białek pszenicy, co może być szkodliwe do osób uczulonych na gluten. Oczywiście, takie osoby zazwyczaj w ogóle nie spożywają pszennego pieczywa, mimo wszystko, sam fakt możliwości toksycznego działania enzymów na kogokolwiek skłania do poważnych refleksji nad tym, czy nie powinniśmy zbojkotować przemysłu chlebowego. Jedno jest pewne – najzdrowiej byłoby wypiekać chleb w domu, na własnym zakwasie i ze swojej mąki. Wówczas mamy całkowitą pewność, że wiemy, co jemy. A taki chleb, może działać jak lekarstwo.

Wszystkim, którzy chcieliby wziąć chleb powszedni w swoje ręce i zacząć wypiekać polecam przepisy ze strony: http://pracowniawypiekow.blogspot.com/

Pozdrawiam!

Categories
Tags
Share a Comment