Bajka psychoedukacyjna o rycerzu

14 listopada, 2014

Witajcie!

Ostatnio bardzo dużo pisałam na temat teorii bajek terapeutycznych i ich klasyfikacji, dlatego dziś przedstawiam Wam to w praktyce – poniżej zamieszczam bajkę o Rycerzu i jego giermku, która jest przykładem bajki psychoedukacyjnej. Jest to utwór autorstwa Marii Molickiej, zamieszczony w zbiorze „Bajki terapeutyczne 2″, wydanym w Poznaniu w 2004 roku przez wyd. Media Rodzina.

Tekst bajki zaczerpnęłam ze strony ABCbaby.pl:

 

Rycerz i jego giermek

„Pewnego słonecznego dnia Krzysia rozbolał ząb. Pobiegł szybko do mamy, wołając: boli, bardzo boli! Oczekiwał, że mama, wszystkowiedząca osoba, zaradzi temu. Poprosiła, by otworzył buzię i pokazał miejsce, gdzie czuje ból.
– No tak – powiedziała i pokiwała z troską głową. – Niestety, nie mogę pomóc, tylko lekarz dentysta zaradzi.
– Dentysta, a kto to jest? – spytał zaniepokojony Krzyś.
– Specjalista od leczenia zębów – wyjaśniła mama.
– A czy to leczenie boli? – dopytywał się dalej pięcioletni chłopiec.
– Na pewno mniej niż czekanie, aż zrobi się stan zapalny albo ropień; wtedy niestety chory ząb bardzo boli. By tego uniknąć, musimy szybko wybrać się do gabinetu stomatologicznego, najlepiej zaraz.
– Do gabinetu, gabinetu – powtórzył Krzyś i wydawało mu się, że zabrzmiało to groźnie.
Mama dalej spokojnie tłumaczyła:
– Lekarz obejrzy zęby i oczyści specjalnym wiertłem chore miejsce, położy lekarstwo i ząb będzie wyleczony. Oczywiście po bólu nie będzie ani śladu.
– A jeśli nie uda się go wyleczyć? – pytał Krzyś dociekliwie.
– To niestety konieczna będzie ekstrakcja.
– A co to takiego ta ekstra kuracja?
– Nie ekstra kuracja, tylko ekstrakcja – zaśmiała się mama, jakby to było coś śmiesznego – czyli usunięcie chorego zęba, żeby nie zatruwał organizmu.
– Usunięcie, czy ja dobrze słyszę: usunięcie? – dramatyzował Krzyś, załamując ręce.
– Krzysiu, czy ty nie przesadzasz? – mówiła żartobliwie mama, nie zwracając uwagi na przerażoną minę syna.
W końcu to nie jej ząb – pomyślał. I po chwili dodał:
– Po zastanowieniu stwierdzam, że ząb mnie nie boli i nie musimy wybrać się do tego, no jak to się nazywa – z trudem przypomniał sobie słowa – gabinetu stomatologicznego.
– Jak uważasz – powiedziała mama. – Ale jeśli zmienisz zdanie, to ja jestem do dyspozycji.
– Do dyspozycji, do dyspozycji – powtórzył Krzyś po cichu, przedrzeźniając mamę, gdyż tak naprawdę był rozdrażniony, bo ząb go dalej bolał i bolał. Ale iść do dentysty nie miał zamiaru. Strasznie bał się leczenia, a być może i usunięcia zęba.
Poszedł do swojego pokoju. Usiadł na kanapie, przytulił się do starego misia. Jak ty masz dobrze, że jesteś zupełnie bezzębny – pomyślał, patrząc na niego. Po czym ziewnął raz i drugi, oczy same mu się zamykały i zasnął.
Czy ja śnię, czy to dzieje się naprawdę? – pomyślał, słuchając, jak stara komoda rozmawia z misiem.
– Wiesz, Krzyś ma kłopot, boli go ząbek – mówił miś.
– Oj, to trzeba jak najszybciej do lekarza dentysty. Nie wolno czekać, nie wolno – powtórzyła. – Spójrz na mnie – mówiła dalej. – Widzisz te ślady po kornikach, te małe dziurki, które wygryza to robactwo? Ja też muszę być leczona, inaczej zostanę oszpecona bezpowrotnie, nie zostanie śladu po mojej wyjątkowej urodzie – to mówiąc, westchnęła. – Nikt lepiej niż ja tego nie rozumie.
Zaskrzypiała głośno, chcąc podkreślić wagę tego, co powiedziała.
Co robić, co robić, by namówić Krzysia na wizytę u dentysty? – zastanawiał się zmartwiony miś.
– Jesteś jego starym przyjacielem, musisz jakoś pomóc – mówiła dalej komoda.
– Ależ ja to rozumiem, nie wiem tylko, jak przekonać Krzysia, który bardzo boi się bólu. Wiem, że jak ząb go tak straszliwie rozboli, to i tak pójdzie do dentysty, ale wtedy na ratowanie zęba może być za późno – ponuro stwierdził miś.
– A może w krainie zabawek jest jakiś lekarz leczący zęby i on by przekonał Krzysia? – podsunęła pomysł komoda.
– To dobra myśl. Pójdę go poszukać, nie mogę zostawić przyjaciela bez pomocy.
Słysząc te słowa, Krzyś odezwał się:
– Przepraszam, ale usłyszałem waszą rozmowę i sądzę, że dobrze byłoby pójść tam razem. Zawsze we dwóch będzie raźniej, a poza tym warto dowiedzieć się czegoś więcej o leczeniu zębów. Mam nadzieję, że nie bierzecie mnie za tchórza, bo ja nic a nic się nie boję, tylko nie lubię być niedoinformowany.
– Aha, niedoinformowany – wolno powtórzył zdziwiony miś.
– Gdzie możemy spotkać tego lekarza? – pytał wyraźnie zainteresowany Krzyś.
– W sklepie z zabawkami na pewno będzie miał swój gabinet. Musimy się pospieszyć, bo zwykle bywa tam wielu pacjentów.
– To ty już byłeś u niego? To dlatego jesteś bezzębny! – z triumfem zawołał chłopiec.
– Nie, ja nigdy nie miałem zębów, ale byłem tam z Kenem. Wiesz, tym od Barbie.
– No to chodźmy, prowadź – powiedział Krzyś i ruszyli.
Mama zajęta była sprzątaniem, czyściła dywan odkurzaczem, i mimo że przechodzili bardzo blisko, nie zauważyła ich, tak jakby byli niewidzialni.
Wyszli z domu i znaleźli się na ulicy. Miś szedł przodem, a Krzyś podążał za nim. Minęli kilka domów i znaleźli się przed wielkim sklepem z zabawkami. Z witryny pomachały do nich misie, a lale uprzejmymi gestami zapraszały do środka. Weszli. Na wszystkich półkach stały samochody, piłki, samoloty, statki, nawet pokoiki i domki dla lalek, ale nigdzie nie zobaczyli gabinetu stomatologicznego.
– Może sprzedany? – zmartwił się miś, ale po chwili wykrzyknął: – O tam, na drugiej półce jest lekarz, ma słuchawki na uszach i biały fartuch, może on nam powie, gdzie przyjmuje dentysta. Zaczekaj tutaj, ja się zaraz wszystkiego dowiem!
Krzyś po chwili zobaczył, jak sprawnie wchodzi na półki. Już po chwili rozmawiał z lekarzem. Niestety Krzyś nie dosłyszał o czym, bo w sklepie było bardzo głośno.
Po powrocie powiedział:
– Mamy szczęście, ostatni gabinet jest na zapleczu, ale dzisiaj będzie już odwieziony do klienta, musimy się pospieszyć.
Wpadli do magazynu. Biegli między wielkimi regałami zapełnionymi zabawkami. Nagle przed jednym zatrzymała ich grupka zabawek.
– Czy tutaj przyjmuje dentysta? – spytał drżącym głosem Krzyś.
– Tak, tutaj, ale jest kolejka, musicie zaczekać – powiedziała niezbyt uprzejmym tonem jedna z pacjentek.
Aha, tutaj wcale nie jest tak łatwo się dostać – pomyślał Krzyś.
– Czy panowie są umówieni na wizytę? – spytała, zwracając się do nich mała laleczka w białym fartuszku. – Jestem higienistką i pracuję z lekarzem dentystą – wyjaśniła.
Krzyś stropił się i nie wiedział, co powinien odpowiedzieć. Na szczęście miś go uprzedził.
– Nie, nie jesteśmy umówieni, ale ten pacjent – tu wskazał łapką na Krzysia – bardzo cierpi i już nie może doczekać się wizyty.
Trochę przesadził – pomyślał Krzyś i powiedział: – Nie, nie, właściwie to wcale mnie ząb nie boli, ja tylko przyszedłem tutaj dowiedzieć się, jak pracuje lekarz dentysta.
Pielęgniarka nie była zdziwiona tym wyjaśnieniem.
Zwróciła się do czekających:
– Państwo pozwolą, że teraz ten mały pacjent wejdzie do gabinetu. Jest z bólem – dodała.
W ten sposób, nie spodziewając się takiego nagłego obrotu wydarzeń, Krzyś znalazł się w gabinecie. Miś lekko go popychał, a on wolno, bardzo wolno, ociągając się, wchodził. Gabinet był jasnym pomieszczeniem, w którym na centralnym miejscu stał fotel, nad nim stała zapalona lampa i jakaś maszyna z wiertłem zwisającym w dół. Lekarz miał na nosie wielkie okulary, a na twarzy maskę.
– Proszę, bardzo proszę – powiedział, wskazując fotel. Krzyś ostrożnie usiadł.
– A teraz pokażemy, co możemy z fotelem zrobić, by pacjentowi było wygodnie – rzekł lekarz, i po chwili jak w samolocie Krzyś to wznosił się do góry, to zjeżdżał w dół.
– Bardzo przyjemnie – powiedział uprzejmie, ciągle jeszcze bardzo przestraszony.
– A teraz poznasz narzędzia, które pozwolą nam usunąć te wstrętne bakterie niszczące twoje zęby. To jest nasza broń – tu wskazał na wiertło i metalową tacę, na której leżały różne szczypce, lusterka, stały małe buteleczki z lekarstwami.
– Nasza broń? – spytał zdziwiony Krzyś.
– Tak, nasza broń, bo ja jestem rycerzem, który walczy z podstępnymi, niewidzialnymi bakteriami, a ty moim pomocnikiem, giermkiem. Będziesz mi pomagał, bo bez ciebie nie wygramy tej bitwy z paskudną próchnicą. – To ty musisz otworzyć ich twierdzę, o tak, szeroko otworzyć buzię – tu otworzył jak najszerzej usta – byśmy mogli się do nich dostać.
– A… a czy to będzie bolało? – spytał przejęty Krzyś.
– To będzie bitwa z trudnym przeciwnikiem, lecz zastosowane metody walki nie są bolesne. Może jednak zdarzyć się, że trochę zaboli, ale tylko w wypadku, gdy wrogowie poczynili już głębokie szkody, poważnie uszkodzili mury obronne, czy zęby, chroniące dostęp do wnętrza organizmu. To jest przecież prawdziwa wojna. Gdy poczujesz najmniejszy ból, podnieś rękę, wtedy wybierzemy inną strategię walki.
Dentysta mówił i wymachiwał wiertłem z zaangażowaniem; on już przygotowywał się do bitwy. Chłopiec pomyślał, że tak dłużej być nie może, by wstrętne bakterie się panoszyły i niszczyły jego zęby, czyli jak mówił lekarz – mury obronne.
– Do walki! – zawołał odważnie.
Nagle zobaczył, jak lekarz zmienia się w rycerza, a on jest małym giermkiem. Otworzył usta szeroko, bo tam, w twierdzy – w zębach i między nimi – ukrywają się podstępne niszczycielskie bakterie. Trzeba się ich pozbyć, o tym był przekonany.
Rycerz najpierw obejrzał dokładnie pole bitwy i miejsca, gdzie pochowali się podstępni wrogowie.
– Tak, tak – mruczał pod nosem. – Widzę zniszczenia, jakie poczyniły. Kochany giermku, wywierciły liczne korytarze, jak korniki w meblu, chcąc zniszczyć zęby. Chciały ciebie uczynić bezbronnym, sforsować zęby, zniszczyć je i uczynić z nich swoje królestwo. Niedoczekanie.
– Niedoczekanie! – powtórzył Krzyś.
– Musimy postępować zdecydowanie. One nie lubią czystości, a więc po pierwsze, będziesz dokładnie mył zęby po wszystkich posiłkach i ograniczysz jedzenie słodyczy, bo one za nimi przepadają. Pozostawione resztki jedzenia przyciągają je jak muchy do miodu. A teraz oczyścimy ich kryjówki, zrobimy to, posługując się takim wiertłem – powiedział rycerz. – Potem założę lekarstwo, którego one też nie cierpią i dlatego uciekną, gdzie pieprz rośnie. Lek pozamyka ubytki, czyli szkody, jakie spowodowały, tak, że już tam się z powrotem nie zagnieżdżą. Co ty na to, mój dzielny giermku?
– Jestem z tobą, rycerzu – odpowiedział Krzyś i już po chwili pomagał lekarzowi, otwierając twierdzę. Ten czyścił i czyścił, aż do ostatniego korytarza, ostatniego śladu bakterii.
Lekarz założył lekarstwo. Ból ustąpił. Krzyś przepłukał usta. Rycerz-lekarz uścisnął rękę dzielnego giermka-pacjenta pomagającego wykurzyć obrzydłe bakterie, które wyrządziły tyle szkody i spowodowały ból.
– No, mam nadzieję, że od dzisiaj będziesz mnie częściej odwiedzał – stwierdził.
– Oczywiście, będę też dbał o czystość, by te bakterie znowu się nie zadomowiły w zębach. Będę pana często odwiedzał, by sprawdzić, czy chociaż jedna z nich nie dostała się do twierdzy i czegoś nie knuje.
– Zuch chłopak, a jaki mądry – pochwalił lekarz.
Wracając do domu Krzyś uścisnął z wdzięcznością łapkę przyjaciela. Wbiegli do domu i…
Krzyś obudził się. Leżał na kanapie, a przy nim miś. Mama siedział obok. Z troską spytała:
– Czy boli cię ząb?
– Nie – odparł Krzyś zgodnie z prawdą. – Ale chciałbym pójść do dentysty, bo nie chcę, by bakterie niszczyły mi zęby.
Mama spojrzała zdziwiona. Nie spodziewała się takiej odmiany. Pokiwała z zadowoleniem głową.
– Mądry ten mój syneczek, bardzo mądry – powtórzyła z uznaniem.”

Miłej lektury z dzieckiem;)

Categories
Tags
Share a Comment